Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 122 747 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Katastrofa IŁ - 62 w której zginęła Anna Jantar

poniedziałek, 06 lipca 2009 18:21
Skocz do komentarzy
Hej,
Dziś mój post będzie na temat katastrofy lotniczej w której zginęła Anna Jantar.
Informacje w nim zawarte pochodzą z fragmentu książki "Cześć, giniemy!"

---------------------------------------------------------------------------------
14.03.1980 r. Katastrofa samolotu IŁ-62 "Mikołaj Kopernik"

14.3. Warszawa. PAP. 14 bm. w godzinach południowych samolot Polskich Linii Lotniczych "IŁ-62", lecący z Montrealu do Warszawy uległ katastrofie przy podchodzeniu do lądowania.

Z niewyjaśnionych jeszcze przyczyn, samolot ten spadł z wysokości 100 m i rozbił się doszczętnie. Na pokładzie znajdowało się 87 osób, w tym 77 pasażerów. Według wstępnego rozeznania żadna z tych osób nie żyje. (PAP)
                                                 ***
KRÓTKO O IŁ-ACH

W 1972 r. LOT kupuje pierwszą maszynę przystosowaną do pokonania tak dalekiej trasy. Oczywiście wybiera ofertę najtańszą i najsłuszniejszą - jest nim samolot IŁ-62, skonstruowany w ZSRR przez zespół sędziwego Siergieja W. Iljuszina.

IŁ-62, choć firmowany nazwiskiem słynnego konstruktora, naprawdę w znacznym stopniu jest odwzorowaniem brytyjskiego samolotu transportowego Vickers VC-10. Prototyp IŁ-62 Rosjanie zbudowali w 1963 r., a po kolejnych czterech latach uruchomili seryjną produkcję. Pierwszemu zakupionemu przez Polskę egzemplarzowi nadano imię wielkiego Polaka - Mikołaja Kopernika. Nazwiska wielkich Polaków będzie też nosiło kolejnych sześć IŁ-62 w służbie LOT-u. Na owe czasy była to konstrukcja wcale nowoczesna. W siedmiu ogromnych zbiornikach mieściło się blisko sto tysięcy litrów paliwa, co pozwalało samolotowi na pokonanie bez lądowania około dziewięciu tysięcy kilometrów. Maszynę napędzały cztery turboodrzutowe silniki, znajdujące się  w tylnej części samolotu - po dwa z każdej strony kadłuba. Maszyna prowadziła się dobrze, piloci generalnie na nią nie narzekali.

Ale IŁ-62 miał też swoje mankamenty. Jego wyposażenie radionawigacyjne już na początku lat siedemdziesiątych ustępowało zachodnim standardom. LOT uporał się z tym problemem - ku niezadowoleniu Rosjan - kupując dla "Kopernika" urządzenia radionawigacyjne produkcji amerykańskiej. Niestety - jak się później miało okazać - nie można było w taki sam sposób naprawić wad konstrukcyjnych mechanizmu sterowania. W samolocie IŁ-62 mechanizm sterowania sterem wysokości składał się z dwóch prętów ciągnących lub pchających stery, umieszczone na zewnątrz maszyny. Pręty te biegły pod podłogą kabiny, obok silników. Gdy zatem dochodziło do uszkodzenia silnika (rozsypanie się lub pożar), mechanizm sterowania łatwo mógł też ulec zniszczeniu. A awaria steru wysokości uniemożliwia pilotowi panowanie nad maszyną... Na domiar złego w samolotach tego typu nie było tzw. zdublowanego systemu sterowania, który pozwalał na kierowanie maszyną jakiś czas po awarii steru. Takiego zabezpieczenia już wtedy wymagały przepisy międzynarodowe, lecz radzieccy konstruktorzy uznali je widać za fanaberie.
                                              ***
O KATASTROFIE:

Popołudnie 13 marca 1980 roku. Na lotnisku Kennedy'ego w Nowym Jorku ląduje IŁ-62. Rejs z Warszawy, numer rejestracyjny samolotu: SP-LAA. Na kabinie rysunek mężczyzny z bujną czupryną. Niżej napis: "Mikołaj Kopernik". Maszynę przyprowadził kapitan Tomasz Smolicz. Po wylądowaniu przekazuje samolot obsłudze naziemnej lotniska. "Kopernik" przejdzie teraz krótki, rutynowy przegląd techniczny, zatankuje paliwo, by po kilku godzinach być gotów do powrotnego lotu, ale już z inną załogą.
Nadchodzi wieczór. Na lotnisku Kennedy'ego szaleje śnieżyca. Odlot "Kopernika" jest przesuwany, aby można było odlodzić samolot. Wreszcie przed godziną 21 podróżni proszeni są na pokład. Tylko siedemdziesiąt siedem ze stu sześćdziesięciu ośmiu foteli pasażerskich jest zajętych. W większości przez Polaków, wśród których jest znana piosenkarka Anna Jantar-Kukulska i szóstka młodych delegatów z warszawskich uczelni, wracająca z obrad Międzynarodowego Stowarzyszenia Studentów Uczelni Ekonomicznych. Spośród pozostałych pasażerów wyróżnia się dwudziesto dwu osobowa ekipa sportowców. To amatorska reprezentacja USA w boksie, lecąca do Warszawy na mecz z Polską. Oprócz Polaków i Amerykanów jest na pokładzie kilku Niemców z NRD i kilku obywateli ZSRR. Czuwa nad nimi dziesięcioosobowa załoga, którą dowodzi 47-letni kapitan Paweł Lipowczan. Nie ma wśród nich nowicjuszy. Obsługa rejsów przez Atlantyk jest dla pracowników LOT-u nobilitacją, która spotyka najlepszych. Lipowczan pracuje w LOT od piętnastu lat, Tadeusz Łochocki, II pilot - o rok krócej, radiotelegrafista Stefan Wąsiewicz - od dwudziestu dziewięciu lat, nawigator Konstanty Chorzewski - od siedmiu lat, Alicja Duryasz, szefowa pokładu, przełożona czterech pozostałych stewardes - od siedemnastu lat.

Start następuje o godz. 21.18. Lot ma numer 007. Przed pasażerami i załogą prawie czternaście godzin podróży. Samolot leci do Warszawy bez międzylądowania.

Niemal do samego końca rejsu wszystko przebiega zgodnie z planem. Samolot pokonuje Atlantyk, nad Bałtykiem wchodzi w polską strefę powietrzną, przelatuje nad Darłowem i Grudziądzem, w okolicy Płońska zostaje przejęty przez obszar kontrolny Okęcia, który następnie przekazuje maszynę wieży kontrolnej na lotnisku, mającej doprowadzić samolot do lądowania. Nad Warszawą mroźna, ale słoneczna pogoda, widoczność bardzo dobra, wiatr w normie. Słońce może być tylko problemem przy podchodzeniu do pasa startowego. Będzie wtedy świeciło pilotom prosto w oczy, oczy zmęczone kilkunastogodzinnym czuwaniem.

Mija godzina 11.13. Wieża kontrolna ma już łączność z samolotem. Padają, krótkie, rutynowe meldunki. Nic nie zapowiada tragedii. Aż do chwili...

Kontrola zbliżania: - 007, w lewo 5 stopni.

"Kopernik": - Tak jest, zrozumiałem... Chwileczkę, mamy trudności z sygnalizacją podwozia, przechodzimy na drugi krąg.

Kontrola zbliżania: - Zrozumiałem, kurs pasa i 650.

"Kopernik": - Kurs pasa, 650.

Jest to ostatni meldunek nadany z pokładu samolotu. Trzydzieści trzy sekundy później "Kopernik" rozbija się o dziewięćset pięćdziesiąt metrów przed pasem startowym na Okęciu. Ale i te ostatnie zdania nie zwiastują katastrofy. Awaria sygnalizacji podwozia w tamtych latach zdarzała się stosunkowo często. Zgłaszająca ją załoga wysyłana była na dodatkową rundę nad lotniskiem, podczas której miała ustalić, czy przyczyną awarii jest przepalony bezpiecznik lub niesprawna żarówka kontrolki, czy też podwozie rzeczywiście nie chce się wypuścić.

Aby wzbić się na wysokość sześćset pięćdziesiąt metrów, pilot musiał gwałtownie "dodać gazu" - zwiększyć moc silników. I wtedy to się stało... Poza polem obserwacji kontrolera.
Przypadkowy świadek ostatnich sekund lotu "Kopernika" opowie później:

- Podeszliśmy z kolegą do okna. Usłyszeliśmy nadlatujący samolot. Odgłos silnika był jednak inny niż ten, który zwykle słyszeliśmy. Kiedy samolot znalazł się w polu widzenia, zauważyliśmy, że nie leci on poziomo, lecz z przechyłem na prawe skrzydło. Po może pięciu-dziesięciu sekundach przepadł, uderzając o ziemię. Wzbił się tuman kurzu i pyłu.

Również inny świadek, który stał o kilkadziesiąt metrów od centrum katastrofy, zauważył, że coś z samolotem nie jest tak jak normalnie. Odniósł wrażenie, że tuż przed uderzeniem w ziemię samolot nie miał już jednego skrzydła. Pobiegł w stronę "Kopernika", chciał pomagać. Ale nie było komu. Potem zbiegli się ludzie.

*

"Kopernik" wpadł wprost do pokrytej kilkunastocentymetrowym lodem fosy, rozciągającej się przed XIX-wiecznym fortem wojskowym na Okęciu. W pobliżu ulic Żegoty, Rozwojowej, cmentarzyska, placu giełdy samochodowej, około stu metrów od al. Krakowskiej - trasy wylotowej ze stolicy w kierunku Katowic i Krakowa. Najbliżej jednak minął budynki zakładu poprawczego dla nieletnich.

Po ścięciu prawym skrzydłem drzewa i zderzeniu z lodem z prędkością około 380 km/h maszyna rozpadła się na wiele części.

Okrutny paradoks. Do ministerstwa komunikacji wiadomość o katastrofie na Okęciu dotarła akurat w chwili, gdy odbywała się tam narada poświęcona... bezpieczeństwu lotów pasażerskich. Naradę przerwano, ludzie rozbiegli się. Jeszcze tego samego dnia powołana została komisja rządowa do ustalenia przyczyn wypadku. Szybko odnaleziono tzw. czarną skrzynkę "Kopernika", rejestrującą sześćdziesiąt cztery informacje o pracy poszczególnych podzespołów samolotu w końcowej fazie lotu. Analiza tych zapisów nie powiedziała wszystkiego. Okazało się, że czarna skrzynka przestała funkcjonować na dwadzieścia sześć sekund przed katastrofą. Najważniejsze dwadzieścia sześć sekund.
Odpowiedź na pytanie o przyczyny wypadku przyniosła dopiero ekspertyza szczątków maszyny. Aby je zebrać, wypompowano wodę z fosy, do której wpadł samolot.

Oto fragment końcowego raportu komisji rządowej:

"W końcowej fazie lotu, podczas podejścia samolotu do lądowania nastąpiło zniszczenie turbiny lewego, wewnętrznego silnika na skutek niekorzystnego i przypadkowego zbiegu okoliczności i ukrytych wad materiałowo-technologicznych, które doprowadziły do przedwczesnego zmęczenia wału silnika. Częściami zniszczonej turbiny zostały uszkodzone dwa inne silniki i układy sterowania samolotem sterami wysokości i kierunku.

Dysponując jedynym sprawnym silnikiem oraz możliwością sterowania tylko poprzez wychylanie lotek, załoga zdołała jeszcze, co potwierdzają analizy i świadkowie, ukierunkować tor samolotu tak, że zderzenie samolotu z ziemią nastąpiło w miejscu niezabudowanym.

Komisja ustaliła, że żadne inne okoliczności nie miały wpływu na wypadek. Kwalifikacje załogi, jej stan psychofizyczny i przygotowanie do lotu nie budziły zastrzeżeń. [...] Z korespondencji radiowych zarejestrowanych na naziemnych i pokładowych magnetofonach wynika, że lot odbywał się bez żadnych zakłóceń. [...] 70 sekund przed przewidzianym lądowaniem kapitan samolotu postanowił powtórzyć manewr podejścia do lądowania w celu sprawdzenia urządzeń sygnalizujących położenie podwozia, na co uzyskał zgodę organu ruchu lotniczego. Podczas związanego z tym manewrem zwiększania ciągu silników nastąpiła awaria jednego z nich, która doprowadziła do katastrofy".

Jednak raport ten nie ujawnia całej prawdy kryjącej się pod sformułowaniem "wady materiałowo-technologiczne". Dziś można już stwierdzić bez ogródek: radzieckie silniki MK 8, zamontowane w "Koperniku", były bublem. W silniku numer 2, który rozpadł się tuż przed lądowaniem, rzeczoznawcy odkryli podcięcie wewnętrzne na wytoczonym wale turbiny, wady materiałowe (zła jakość, zanieczyszczenie metalu), wady obróbki cieplnej (szczeliny, pęknięcia). Tak wykonany silnik musiał się rozlecieć podczas eksploatacji. Prędzej czy później. I stało się to 14 marca 1980 roku.

Elementy pękniętego wału turbiny zadziałały niczym granat odłamkowy. Kawałki metalu w mgnieniu oka uszkodziły sąsiedni silnik po lewej stronie samolotu. Inne odłamki przecięły tylną część kadłuba, niszcząc mechanizm sterujący oraz zasilanie czarnej skrzynki i dotarły wreszcie do silnika numer 3, po prawej stronie kadłuba, również go unieruchamiając.

Czy mechanicy LOT-u mogli wcześniej odkryć mikropęknięcia w wale turbiny? Nie. Silnik jest urządzeniem składanym fabrycznie za pomocą specjalnych przyrządów i aparatury kontrolno-pomiarowej. Otwór w wale silnika jest zaślepiony i nie ma do niego dostępu. Instrukcja użytkowania silnika nie przewiduje takiej kontroli.

Kapitan Lipowczan zrobił to, co do niego należało: maksymalnie zwiększył ciąg jedynego sprawnego silnika i sterując jedynie ruchami lotek na skrzydłach, zdołał skierować ogromny samolot w prawo - tak aby ominąć budynki zakładu poprawczego. Do pasa startowego dolecieć nie miał szans...



10 marca 1981 r.  Prokuratura Wojewódzka w Warszawie postanowiła umorzyć śledztwo w sprawie katastrofy "Kopernika" wobec niestwierdzenia przestępstwa.
1) Ił - 62 "KOPERNIK" przed katastrofą


2)
Ił - 62 "KOPERNIK" po katastrofie
oceń
4
0


Komentarze do wpisu

Skocz do dodawania komentarzy
  • dodano: 11 kwietnia 2014 18:09

    autor anna

    blog: to ja

  • dodano: 10 kwietnia 2013 16:03

    autor ko

    blog: mo

  • dodano: 26 lipca 2011 15:13

    autor h

  • dodano: 14 marca 2010 19:09

    PAMIETAM JAK DZIS POMIMO IZ MIALAM DWA LATA JAK W RADIU PODALI ZE ZGINELA ANNA JANTAR W KATASTROFIE LOTNICZEJ MIALAM WTEDY NA SOBIE PIZAME W ZYRAFY . NIE WIEM DLACZEGO TO TAK MOCNO WEMNIE UTKWILO .BYLA ONA ULUBIONA PIOSENKARKA MOJEJ MAMY A JEJ PIOSENKI LECIALY U MNIE W DOMU NA OKRAGLO Z CZERWONEJ KASETY NA MAGNETOFONIE GRUNDIG .DO DNIA DZISIEJSZEGO JESTEM JEJ FANKA JEJ PIOSENEK SLUCHAM GDY JEST MI SMUTNO

    autor qqeegg9955

    blog: 1234567890

  • dodano: 27 lutego 2010 10:34

    Aniu byłam twoją fanką uwielbiam jedną z twoich piosenek nic nie może przecież wiecznie trwać! Jak pamiętasz śpiewałaś tak: " Za miłość przyjdzie nam zapłacić" albo "Co zesłął los trzeba będzie stracić" Chociaż mam 13 lat bardzo cię kochałam jestem znajomą twojej córki Natalki Może kiedyś tam się spodkamy. Tam po drugiej stronie. Czekaj tam na mnie!

    autor karolina3952

  • dodano: 20 października 2009 20:36

    Ja poznałam twórczość i historię Anny Jantar niedawno, jeszcze całkowicie nie znam jej jej twórczości, ale to co już o Niej wiem utwierdza mnie w przekonaniu, że była wspaniałą piosenkarką i dobrym człowiekiem. Najchętniej słucham Jej ostatniej płyty.

    autor dorqa777

    blog: tylko-mnie-popros-do-tanca.bloog.pl

  • dodano: 29 września 2009 13:45

    PAMIETAM JAK DZIS POMIMO IZ MIALAM DWA LATA JAK W RADIU PODALI ZE ZGINELA ANNA JANTAR W KATASTROFIE LOTNICZEJ MIALAM WTEDY NA SOBIE PIZAME W ZYRAFY . NIE WIEM DLACZEGO TO TAK MOCNO WEMNIE UTKWILO .BYLA ONA ULUBIONA PIOSENKARKA MOJEJ MAMY A JEJ PIOSENKI LECIALY U MNIE W DOMU NA OKRAGLO Z CZERWONEJ KASETY NA MAGNETOFONIE GRUNDIG .DO DNIA DZISIEJSZEGO JESTEM JEJ FANKA JEJ PIOSENEK SLUCHAM GDY JEST MI SMUTNO

    autor GOSC

Zapamiętaj Nick

Zapamiętaj Blog

Wstaw emotikona

Akceptuję regulamin i zobowiązuję się do przestrzegania jego postanowień.

środa, 22 października 2014

Licznik odwiedzin:  46 237  

Kalendarz

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  
Kategorie wpisów

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Lubię to